Tak mi źle, ale tak wygodnie… czyli strach przed zmianą pracy

with 8 komentarzy

Strach przed zmianą pracy

Założę się, że znacie takich ludzi.

Być może siedzicie z nimi nawet boks w boks, ścianka w ściankę lub szyba w szybę.

Co poniedziałek to samo: O, jak mi się nie chce…

Co rano to samo: O, jak mi było ciężko wstać…

Po każdym urlopie to samo: Znooowu do tej głupiej pracy…

A wszystko to zakończone, mniej lub bardziej wyrazistym: Chyba muszę zmienić pracę/Muszę się rozejrzeć za czymś nowym/Mam dość tej roboty/Rzucam to wszystko w diabły* (* – niepotrzebne skreślić).

I trwa to tak tydzień za tygodniem, miesiąc za miesiącem, rok za rokiem.

A może Ty też to robisz?

Lubię podpytywać takie osoby, co w związku z tym robią. Czy się za czymś rozglądają? Czy widziały najnowszy newsletter z wewnętrznymi rekrutacjami? Czy sprawdzić im CV? 😀

Odpowiedź jest w 99% przypadków bardzo podobna:

Aaaa nie no wiesz… tak tylko gadam… bo wiesz, mi tu jest bardzo WYGODNIE…

Wiadomo! Całkiem dobra pensja, przychodząca co miesiąc na konto. W kieszeni Multisport – choć używany kilka razy w roku, nie rozważa się ofert pracy bez niego. Bogaty pakiet innych benefitów. Biuro całkiem fajnie zlokalizowane. Ludzie, za których dasz się pokroić. Czego chcieć więcej?

A że obowiązki już dawno się znudziły? Perspektyw na rozwój brak?

No niby taak… ale wiesz, ja się tu już tak zasiedziałem i ciężko mi coś ZMIENIĆ…

Współczesne firmy, a lubują się w tym najbardziej amerykańskie korporacje, robią wszystko właśnie po to, żeby było nam WYGODNIE. Żeby zatrzymać pracownika. Na niektórych to nie działa. Jeśli tylko poczują się źle, a firma nie zareaguje odpowiednio, aby ich zatrzymać – szukają. Znajdują. Uciekają.

Uwaga! Jest jeszcze grupa, o której nie wspomniałam. To ci, którym jest wygodnie, nie chcą zmian, ale NIE NARZEKAJĄ. Poniedziałek to dzień jak co dzień, a powrót do pracy po urlopie to naturalna kolej rzeczy. To też jest dobre! Nie każdy potrzebuje ciągłych zmian, nowych wyzwań, poszerzania listy obowiązków. Siedzi sobie taki człowieczek, klepie w klawiaturę co ma wyklepać, wychodzi po ośmiu godzinach, dostaje za to pieniądze i jest zadowolony. I nie marudzi. Bomba.

Jeśli jednak należysz do grupy opisanej w pierwszych zdaniach artykułu, to mam dla Ciebie kilka porad. Ale najpierw opowiem Ci o skutkach. Co się stanie, jeśli zasiedzisz się na swojej grzędzie, a klepanie przestanie Ci dawać cokolwiek innego, niż kasę i benefity?

 

Skutki zasiedzenia się na jednym stanowisku

 Marudzenie z pracy przeniesiesz na inne części swojego życia. W pracy spędzamy aż ⅓ doby! Jeśli narzekasz przez 8 godzin, ciężko będzie przestać po zamknięciu drzwi biura. Za chwilę okażę się, że mąż już nie jest taki cudowny, jak był kiedyś. Dzieci tak jakoś bardziej hałasują. Teściowa dużo częściej dzwoni, a to słońce to mogłoby w końcu przestać świecić Ci prosto w oczy.

 Wzrośnie twoja frustracja, zaczniesz się denerwować, stresować. A stres (a konkretnie dystres, czyli tzw. stres negatywny) to już nie przelewki. Zapewne wiesz, że długotrwały stres ma bardzo negatywny wpływ na Twoje zdrowie, nie tylko psychiczne, ale też fizyczne. Mimo, że Twoja praca nie jest ciężka, przychodzisz do domu wyczerpany i totalnie bez sił? No właśnie.

 Zaczniesz się cofać. Jeśli nie dbasz o ciągły przyrost wiedzy i umiejętności, lub nawet wykorzystywanie tych już posiadanych, wkrótce zaczniesz wszystko zapominać. Nagle okaże się, że Twoje C1 z angielskiego ogranicza się już tylko do “approval”, “forward”, “invoice” i “Best regards”. Wiem, bo sama miałam taką sytuację.

 Stracisz motywację do czegokolwiek. Praca to bardzo ważna część naszego życia (jeśli nie pod względem Twoich wartości, to choćby liczbowo – jak w punkcie pierwszym, ⅓ doby).  Jeśli coś nam tam nie idzie, zaczynamy myśleć o sobie w najgorszy możliwy sposób. Że nic już w życiu nie osiągniemy, że jesteśmy beznadziejni. Po co mam rozwijać swoje pasje, jak i tak ich w żaden sposób nie wykorzystam? Itp., itd.

 Jeśli już zdecydujesz się jednak zmienić pracę, to im dłużej zwlekasz, tym ciężej będzie Ci znaleźć coś lepszego. Po pierwsze – ze względu na wszystkie powyższe punkty, Twoja wiara w siebie będzie zachwiana, a w takim stanie ciężko przekonać pracodawcę, że jesteś kandydatem idealnym. Po drugie – zaczniesz obniżać swoje oczekiwania, a w ostatecznym podsumowaniu wyjdzie Ci, że obecna praca i tak jest lepsza, więc lepiej nic nie zmieniać. Po trzecie – Twoje kompetencje mogą tracić na wartości, jeśli ich nie podnosisz czy nie aktualizujesz.

 

Potrzebujesz więcej materiałów pomocnych przy decyzji o zmianie pracy? Znajdziesz je w bezpłatnych materiałach w  Strefie Wiedzy careerUP!
Wejdź i otrzymaj dostęp również do materiałów na inne tematy

 

Co więc robić?

Przybywam Ci na ratunek (Kapitan Kariera, hehe):

Najważniejsze to zastanowić się, co Ci właściwie w tej pracy przeszkadza. Serio, siądź teraz na pół godziny w samotności i wypisz, co Ci leży na serduchu. WYPISZ, nie wymyśl, na papierze wszystko lepiej widać.
Może się okazać, że przeszkadzają Ci naprawdę małe rzeczy i bardzo prosto będzie Twój problem rozwiązać, a zmiana pracy nie będzie konieczna. Na przykład gdakająca od rana o pierdołach koleżanka. To może naprawdę dołować. A wystarczy poprosić o zmianę miejsca.

Pomyśl o rozwiązaniach (i wypisz!). Czy jesteś w stanie zrobić coś sam? Jeśli nie, kto może Ci pomóc?

Porozmawiaj z bezpośrednim przełożonym. Nie idź do niego z pustymi rękami – podeprzyj się swoimi notatkami, które stworzyłeś w dwóch poprzednich punktach. Może on będzie znał rozwiązanie do Twoich problemów?

UWAGA. Twoim problemem może być… właśnie bezpośredni przełożony. W takim przypadku możesz spróbować poziom wyżej. Być może przeszkadza Ci tylko jedna mała przywara, ale jeśli naprawdę nie możesz znieść swojego szefa… cóż, zmiana będzie jedynym rozwiązaniem (pomyśl tylko, czy nie musisz zmienić siebie, zamiast pracy).

Jeśli jednak nie znalazłeś rozwiązania dla Twoich problemów – musisz zmienić pracę. Wiem, że się boisz. Że nowe otoczenie. Że nowe koleżanki i nowa pani. Że nowe obowiązki, i na początku nie będziesz wiedzieć wszystkiego. Ale spójrz na skutki. Naprawdę chcesz stać się nierozwijającą się marudą?

Chcesz? Spróbuj jeszcze wykonać jedno ćwiczenie. Odpowiedz na każde z pytań TAK lub NIE.

Odczuwam…

Strach przed nadejściem poniedziałku?
Zazdrość z powodu kariery zawodowej innych osób?
Niepokój?
Nudę?
Dokuczliwą powtarzalność zajęć wykonywanych w pracy?
Ochotę na większe angażowanie się w niezwiązane z pracą aspekty życia, np. uczestnictwo w kursie czy przygotowanie remontu mieszkania?
Brak wizji przyszłości, która byłaby dla mnie celem wartym tego, aby do niego dążyć?
Skłonność do wyolbrzymiania drobnych problemów?
Potrzebę nowych wyzwań intelektualnych, wyższego wynagrodzenia, niezależności czy innej formy uznania moich usług?
(źródło: Harvard Business Press, Ścieżka kariery zawodowej, Wydawnictwo HELION, Gliwice 2009, s.30)

 

Teraz podlicz, czego wyszło więcej – TAK czy NIE? Jeśli TAK, to bardzo prawdopodobne, że czas na zmiany w Twoim życiu zawodowym. Co Ci wyszło? Dać znać w komentarzu. Jeśli zmiana jest nieunikniona – zapisz się na newsletter i śledź bloga, a najlepiej odezwij się do mnie i sprawdź, jak mogę Ci pomóc. Jeśli nadal towarzyszy Ci strach przed zmianą pracy – też się odezwij, coś poradzimy 🙂

Utknąłeś? Nie wiesz, co dalej? Szukasz celu zawodowego?

Potrzebujesz skonsultować swoje wybory zawodowe?

Zapoznaj się z moją ofertą.